SPLAWIK Z PIORA-Daniela Kopcia

5 (100%) 1 vote[s]

TAK ZACZĘŁA SIĘ MOJA PASJA

Dawno,dawno temu w zupełnie innym miejscu i innej rzeczywistości niż obecna.Tata zamontowal dla mnie kij bambusowy ze splawkiem z pióra.Ciasto z zagniecionego chleba i mały słoiczek z robakami.Tyle wystarczyło.Już nie pamiętam czy zlowilem coś czy nie.Jedno wiem,że choroba choroba wedkarska zaatakowala mnie wtedy pierwszy raz.I chyba już na zawsze…

Lata mijaly i bywało różnie bo czasem nie jeździłem na ryby w ogóle.Innym czasem dość często.Mniej czy więcej,ale zawsze pasja była we mnie i nie opuszczala mnie.

POSTANOWIŁEM ZAJĄĆ SIĘ TYM NA POWAŻNIE

Kilka lat temu udało mi się pozbierać sprawy życiowe-by móc zająć się intensywnie tym co lubię.Niestety ze starych lat została tylko garstka wiedzy.Wszystko znów musiałem budować od nowa-,wędkę bambusowa i spławik z pióra’ .I nie tyle musiałem co chciałem.Zakupiłem jakiś pierwszy dość tani sprzęt:wędkę,zanęty itp.I ruszyłem nad wodę.

No i rozczarowanie.Jakkolwiek wiedza przydawala się-to jednak coś w moim lowieniu sprawiało,iż było mało skuteczne.pierwszym krokiem,który bardzo mi pomógł zmienić ten stan rzeczy-było przelamanie się i otwarcie na nowości.Nie tylko techniczne,ale i na nowe sposoby łowienia.

Te z kolei często wymagają dodatkowego sprzętu…

I zmudnych wielogodzinnych ćwiczeń na różnych zbiornikach.Zapewne widząc ogrom środków jakie muszę w to włożyć i pracy-odpuscilbym wmawiajac sobie,że kiedyś to ryby były inne.I nie trzeba było tylu rzeczy,a i trawa zuelensza była.

Tyle,że pewnego sierpniowego dnia zlowilem więcej ryb wyciągu kilku gidzin-niż przez ostatnie pół roku.Tuż przed wyjazdem,a mianowicie dzień wcześniej poznym wieczorem-naoglidalem się filmów jak prawidłowo łowić na metodę angielską.Przy okazji jak przygotować do niej zanete.

Oczywiście wtedy to były dla mnie jakieś dziwne wymysły szaleńców.No może to działa,ale ja wiem lepiej.Na moje szczęście schowałem dumę sobie w but.I postanowiłem spróbować zanim zacznę krytykować.

TERAZ JUŻ WIEM,ŻE POSTAWIŁEM SWOJĄ STOPĘ NA NOWEJ DRODZE WĘDKARSTWA

Czasy sie zmieniły jak i kij bambusowy czy spławik z pióra.Mój styl był skostnialy i uparcie nie chciałem nic zmieniać,a nie tędy droga była.

Teraz lowie bardzo elastycznie.Jeśli nie mam bran z gruntu,próbuje techniki z opadu,a czasem wręcz z samej powierzchni wody.Lubię necic mniejszymi ilosciami.Kombinuję z kolorami przynęt.Przestałem wierzyć w magiczną przynętę.Na jednym zbiorniku sprawdza sie to,a na drugim inne.

Nie lowie tylko na jednej lini.W obrębie stanowiska mam przygotowane dwie lub więcej lini nęcenia.Wrazie gdyby któraś zawiodła.

STARAM SIĘ OBSERWOWAĆ WODĘ

I reagować na to co zobaczę.Nie raz mi migaly ogony sporych ryb tuż pod nogami.Jeśli to widzę napewno coś tam podsypuję.Żeby je przetrzymać w tym miejscu,a w konsekwencji łowić je tam.

Sprawdzam teraz bardzo szalone pomysły i to nie jednorazowo….na różnych wodach,żeby mieć pogląd czy zadziała czy nie.Nie dajmy się jednak zwariować.Producenci przesiguja się w zapachach,kolorach i doszłem do wniosku,że w prostocie jednak jest siła.Nie ma sensu mieszać 10 różnych zanet,zapachów atraktorow.Mama zawsze mówiła,że dwa grzybki w barszcz to za dużo.Wielokrotnie miałem lepsze wyniki stosując zwykły pellet.Kilka zranek co kilkadziesiąt sekund.Strzelane tak by opadaly na nasz zestaw.

MOJA ZASIADKA TO CIĘŻKA PRACA

Czesto cieszy bardziej niż codzienna praca,ale to lubię.Oprócz elastyczności bardzo ważna kest systematyczność.Niedawno postawiłem swoje kroki jako tyczkarz.Wypad całkiem udany.Można zobaczyć wyniki na zdjęciach w galerii.Czy to oznacza,że już umiem?Napewno taką ostatnią ofiarą nie jestem,ale zanim stwierdze,że umiem-przedemna jest sporo spedzonych godzin nad wodą.

Będę konsekwetnie powtarzał wszystkie czynności,aż stanął się one automatyczne,spokojne i precyzyjne.Mistrzem nigdy nie będę,ale staram się swoją pracę wykonywać fachowo i dokładnie.I żeby tak było nie mogę zrażać się niepowodzeniami.Badz spocząć na lurach po sukcesie,tylko konsekwetnie powtarzać muszę powtarzać czynności-aż stanął się naturalne jak oddychanie.Tak samo jak śpiewak cwiczacy kolejną arie operowa.

I JESZCZE OSTATNIA RZECZ JAKA MA OGROMNY WPŁYW NA MOJE WĘDKARSTWO

Wszystko co robię to z przyjemnością.Nic na siłę.Jeśli czuję,że coś nie tak to wolę zostać w domu:odpocząć i obejrzeć film,albo polenic się w inny sposób.

Robię tak po to,by następnym razem steskniony za lowieniem-rankiem biec jak dziesiecioletni chłopiec z kijem bambusowym w ręce i puszka robali nad wodę.

Dokładnie tak jak zaczynałem.Dziś inny sprzęt i inna wiedza.Lecz radość ta sama,nawet jak nie lowie okazów .

Wszystkim zarazonym tą straszną chorobą-ŻYCZĘ WŁAŚNIE RADOŚCI Z TEGO CO ROBIĄ,WYTRWAŁOŚCI I KONSEKWENCJI W DZIAŁANIU.

Jeśli pojawią się jakieś pytania to chętnie odpowiem.

Proszę jednak nie odbierać tego,że jestem wszechwiedzacy.Nadal się uczę i zapewne nigdy nie dojdę do 100% wiedzy na ten temat.Spotkałem na swojej wędkarskiej drodze kilka osób,które podzieliły się ze mną swoją wiedzą.Co znacznie ułatwiło mi moje zmagania.

Jeśli moje podpowiedzi i sugestie pomogą to będzie świetna nagroda dla mnie za trud jaki włożyłem i wkładam w moją pasję.

POWODZENIA NAD WODĄ

DANIEL KOPEĆ

 

4 thoughts on “SPLAWIK Z PIORA-Daniela Kopcia

  1. Swietny artykul jak Itytul.Ja ram malo sie znam na rybach.Lecz I tak z zaciekawieniem czytalem.Dosyc interesujace.Ja na rybach moze z dziesiec razy bylem ale podoba mi si re to zajecie ale brak czasu wiec nie zaglebialem sie w temat.

  2. Witam ! Fajnie mieć jakąś pasję …ja to znam bo mój mąż był też zagorzałym wędkarzem . Jeździł też z kolegami na nocne łowienie , łowił spod lodu…..a mnie zostawała konsumpcja złowionych rybek….a i robienie zapasów…robiłam je w occie /wszyscy się nimi zachwycali/ w pomidorach…..Byłam też z mężem kilka razy ale chyba tylko raz udało mi się złapać małą płotkę…..mąż się denerwował bo ja nie umiałam wędki zarzucić …ciągle zahaczałam albo o jakieś szuwary albo o gałęzie drzewa….Najbardziej smakowały mi okonie…Niestety mąż ciężko zachorował dostał udaru i wędkowanie się skończyło a szkoda. Pozdrawiam życzę dalszych sukcesów i przyjemności z łowienia…Tylko jedno mnie ciekawi…co Pan robi z taką ilością złowionych ryb ???

    1. Już wyjaśniam Daniel wypuszcza ryby.W Angli jest zakaz zabierania-każą wypuszczać.Lecz Daniel nawet będąc w Polsce tak postępował.Ryby owszel lubi-okonie,ale gdzieś w sklepie kupić.Bo co on łowi nigdy nie zabija😃Pozdrawiam

  3. Ja tam na rybach w ogóle się nie znam,ale fajna pasja i ciekawie opisana😃Trzymaj się Daniel i psz więcej.Pozdrawiam.A i Ewa to Cię tak chwali spoko facet jestes oby więcej takich ludzi na świecie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close