Opowieści wędkarza z nad wody

WIRUSY I INNE POKUSY

Baner EroDate [SOI]

Mnóstwo czasu upłynęło zanim zebrałem się usiąść  coś napisać. Tak pracowitej zimy jeszcze nie było. Pięć dni w pracy, szybkie pakowanie sprzętu i juz nad wodą.

Tak wyglądały czasy zanim zjawily się wirusy bo nazw tyle, że ciężko stwierdzić czy to sny tylko jeden.

Jeśli nie zawody to trening, bo nowych technik przybyło. Wolniejsza chwila to zakupy. Niestety sprzęt mocno eksploatowany wymaga ciągłej pomocy technicznej i konserwacji, aby mógł służyć długo i bezawaryjnie. Testowanie kilku nowych przynęt, haczyków czy zanęt. Wszystko to wymaga czasu i skupienia aby wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszlość. Powroty późnym wieczorem. Rozpakowanie gratów, kąpiel i znów do pracy. Tego całego chaosu wyklarowało się kilka rzeczy nad którymi musze popracować, ponieważ ich stosowanie znacznie poprawiło wyniki nad woda.
Od kilku tygodni zmagam sie z pogodą. Huraganowe wiatry bardzo skutecznie przeszkadzają w zasiadkach. Pewnie odpusciłbym łowienie gdyby nie skuteczność nowo nabytej wiedzy. W głowie kołata się myśl: co by mogło się zadziać przy dobrych warunkach pogodowych? Aż strach pomyśleć. Niestety nieprędko to sprawdzę. Jakby malo bylo przeszkód, rozszalały się wirusy, a w sumie jeden potężny. Nie będę się o nim rozpisywał kazdy widzi jak jest. W moim przypadku oznacza to siedzenie na przymusowym urlopie w domu aż do odwołania.

Lowiska komercyjne zostały zamknięte decyzja władz. Naturalne rzeki i kanały jak co roku są zamknięte aż do czerwca, ze względu na ochronę ryb.

Firma płaci mi za siedzenie w domu i tak tez robie. Nie wpadam w panikę, ale tez nie udaje bohatera. Poza tym kara za nieuzasadnione wyjście jest surowa i nie mam zamiaru sie tłumaczyć i płacić. Wolę te pieniądze przeznaczyć na sprzęt i wyjazdy. Wiec pozostało przygotowanie sprzetu w domu. Mycie, drobne naprawy, wiązanie haczyków, przygotowanie zestawów tyczkowych, wszystko na co poźniej może zabraknąć czasu. Niestety jest konieczne do wykonania.
Zapowiada sie bardzo dluga kwarantanna przez ten wirusy, a mnie juz pomysłów brakuje co tu by jeszcze poprawić. Niestety niektórych rzeczy nie da się nauczyć lub przetestować na sucho w domu i tu jest ogromny ból. No ale jakoś to trzeba przeżyć. Wracając do przyjemniejszych rzeczy, luty wędkarsko był calkiem dobrym miesiącem. Do samego łowienia wprowadziłem kilka nowych elementów mimo iż nieporadnie jeszcze i wymagających wyszlifowania już dawały efekty.

Szczegolnie miło wspominam zasiadkę na której postanowiłem odsapnąć od dopracowywania technik klasycznego feedera i pobawić się tyczka.

Delikatnie z nastawieniem na płoć, choć wcale tak delikatnego sprzetu nie posiadałem przy sobie. Taka trochę prowizorka. Tym razem wyszła mi na dobre. Mam ulubiona miejscówke pod wyrastającym z wody drzewem. Gruntu tam ledwo metr. Latem dawała piękne karpie no ale mamy zimę. Jakkolwiek szansa na karpia była to jednak raczej nieduża. Przygotowalem to co miałem. Zestaw 0.18 główna z przyponem 0.15, hak nr 16, spławik 0.3 grama. Sam zestaw juz toporny. Gorzej że nie posiadam delikatnych elastików, więc musiałem zalozyc 10-12 przystosowany pod karasie i F1. Za całe necenie wystarczyła proca i litr robaków. Przynęta pojedynczy robak. Nie bylo tak strasznie jak myslałem. Miałem sporo spinek rybek mniejszych niz 15 cm ale tym sie akurat nie przejmowałem. Brania były i szybko wpadło kilka ślicznych wzdręg ok 30 cm.
Zabawa nie trwała dlugo. Po 1.5 godziny w łowisku pojawiły sie karpie i to nie byle jakie karpie. Żaden nie byl mniejszy niz 3 kilo do max 6 kilo. Za nic nie chciały odpuścić. Zabawa niesamowita mimo zimy, a moze na szczzeście bo nie szalały tak jak latem i nie straciłem ani jednej ryby. Oczywiscie holowałem spokojnie i bez brawury, co zajmowało troche czasu. 16 sztuk wylądowało w podbieraku. Jeden za drugim. Nie bylo żadnych przerw miedzy braniami kolejnych. Strzał z procy. W wodzie ląduje ok 5 -8 robaków. Wyprowadzenie zestawu w nęcone  miejsce i mniej wiecej od 10 do 30 sekund i juz ryba walczyła na haku. Nie dopusćiły do przynety żadnej innej ryby.

Niestety po 16 sztuce znikły. No nic nie szkodzi połowie drobnice. Niestety i ona gdzieś znikła.

Jako ze już bylo po południu i wiatr zaczyna dokuczać przelączyłem sie na feedera. Powoli składałem tyczke i dodatkowy sprzet patrząc co sie dzieje z gruntu. Wpadły jeszcze dwa. Tak jakby chciały powiedzieć; wiatr nas zagonił na głębsza spokojniejsza wodę. No ale juz tego nie potwierdzałem czas był odpoczać w domu. Inne ciekawe łowienie zdarzyło się podczas treningu przed zawodami. Wiał huraganowy wiatr. Trzeba było bardzo pilnować sprzetu bo momentalnie lądował w wodzie. Nie dało się pojechać w innym terminie bo wiecznie zajęte. Jak na moje oko to złowienie czegokolwiek w takich warunkach to cud. Okazało się ze trzeba podejść odpowiednio do tematu i nic to z cudami nie ma wspólnego.
Dzięki podpowiedziom bardziej doświadczonego wędkarza (wiele wygranych konkursów w tym bardzo prestiżowych w UK) klasyczny feeder bo na niego stawialiśmy okazał sie skuteczny. Kluczowym było dobre wygruntowanie łowiska. Na tej podstawie wytypowanie miejsca w którym najprawdopodobniej przebywają ryby i podążanie za nimi. Jak sie okazało po kilku pierwszych braniach i ścierkach o żyłkę odskoczyły. Gdybym pozostawił zestaw w tym samym miejscu nie bylo by efektów. Przesuniecie zestawu o kilka metrów. Niby cos jest, ale nadal malo skutecznie. Przesuniecie kolejne na blat podwodnej górki i strzał w dychę. Brania choc nie szaleńcze się pokazały. Przy tym huraganie i to az dziwne ze wogóle chciały brać. 14 sztuka wjechała do podbieraka i sie rozpadało. Na tyle mocno , że sie biegiem zwijalismy.

To dało wiele do myślenia i testów. Jakkolwiek w lato ryby będąc aktywne i szukając pokarmu prędzej czy póżniej znajda nasze przynety tak zima trzeba ich szukać. Podazać za nimi. Tej zimy kolejny raz chcialem wybrać sie na targi wędkarskie Big One. Popatrzeć na nowości, spotkać ciekawych ludzi. Taki rozrywkowy dzień w szarej rzeczywistości.

 

Niestety te plany pokrzyżował wspomniany wirus czy wirusy. Przełożono date imprezy na inny termin. Niestety nie wiadomo na jaki. Pozostaje czekać na lepsze czasy.

 

Ostatnie kilka dni moze i było znośne. Teraz sama matka natura pokazuje nam zeby siedzieć w domach. Za oknem szaleje zimny porywisty wiatr. Nawet nosa sie nie chce wystawić za próg. Przed sobą mam kilka paczek haczyków i zyłki. Kolejne przypony wzbogacają kolekcje. Rozne rozmiary haków, rożne długości przyponów, rożne średnicę żyłek. Pewnie zdaże przygotować na caly rok. Skoro nie moge wyskoczyć nad wodę to w domu popracuje. Moja pasja zaczyna się juz od najdrobniejszych przygotowań. A hol ryby to ukoronowanie wszystkich drobnych czynności jakie wykonałem wcześniej zaczynajac od zakupów w sklepie, poprzez szykowanie sprzetu w domu jak i sam wyjazd.

Trzymajcie sie cieło w tym ciężkim okresie. Duzo opanowania i rozwagi życzę. No i do zobaczenia miejmy nadzieje juz nad wodą.

Daniel

POWIĄZANE BLOGI:

Życie na marginesie

Tatuaże

Okruszek

Zdj. użyte w artykule własne.

%d bloggers like this: